Jeśli się coś zaczyna, niechybnie musi się to również zakończyć. Nikomu nie udało się jeszcze oszukać tej okrutnej prawdy, a zatem i my, uczniowie i nauczyciele Zespołu Szkół w Rymanowie, musieliśmy się pożegnać z projektem Erasmus Plus. Po wiosennym wyjeździe do Niemiec, tygodniowym pobycie wszystkich partnerów projektu w Rymanowie w maju ubiegłego roku, jesiennej wyprawie do malowniczego austriackiego Gmunden i niezliczonej rzeszy różnych inicjatyw podejmowanych przez nas w ramach projektu w naszej szkole, przyszedł czas na ostatni akcent całego przedsięwzięcia, czyli wyjazd do węgierskiego Sigetsentmiklo¹. Jest to siedziba naszej partnerskiej szkoły, Szigetszentmiklosi Batthyany Kazmer Gimnazium.
Długo by pisać o szczegółach tego wyjazdu, dość rzec, że zdaniem uczestników było to najbardziej udane spotkanie. Czy to piękna wiosenna aura, czy też może doskonale zaplanowany tydzień z zachowaną równowagą pomiędzy ciężką pracą a rozrywkami i przyjemnościami sprawiły, że tak miło wspominamy ten czas. Było to zakończenie projektu, jakiego oczekiwaliśmy. A więc przysłowiowe dwa słowa na podsumowanie tej bardziej pracowitej strony wyjazdu. Węgrzy, podobnie jak i my, Polacy, nie mają problemu uchodźców, zatem nasze działania skupiły się na osobach niepełnosprawnych i takich mniejszościach narodowych jak Romowie, których na Węgrzech jest stosunkowo dużo. Na początek odwiedziliśmy Niewidzialną Wystawę -Invisible Exhibition. Wystawa, którą „ogląda się” rękami, jest rzeczą godną polecenia każdemu, tym bardziej, że można ją zobaczyć także i u nas, w Polsce. Zrobiła na nas ogromne wrażenie i dała do myślenia. Następnie interaktywne spotkanie z Agardi Szilvi, młodą, piękną i utalentowaną dziewczyną, która mimo niepełnosprawności – jest bowiem niewidoma od urodzenia – zrobiła już karierę w swoim kraju. Pokazała nam, jak tę swoją niepełnosprawność rekompensuje wyjątkowym głosem, niepowtarzalną osobowością i pogodą ducha. Po takich spotkaniach przestajemy użalać się nad niewidomymi, zaczynamy natomiast rozumieć ich problemy, ich życie i dostrzegać ich potrzeby, a czasem nawet i podziwiać. Kolejna akcja to wspólny wyjazd do miasta Pecs, gdzie mieści się szkoła z internatem dla romskich dzieci. Tam spotkaliśmy się z jej uczniami, którzy pozwolili nam obejrzeć wybrane lekcje i pokazali tradycyjny śpiew i taniec romski-nieodzowny element tej pięknej kultury. Ten wyjazd musiał się zakończyć obiadem w tradycyjnej cygańskiej restauracji, bo przecież kuchnia to integralna część każdej kultury i narodowości. Jednym obiad smakował bardzo, innym mniej, jeszcze innym wcale, grunt, że mieliśmy okazję spróbować. Były też drobniejsze przedsięwzięcia, takie jak np. sportowe popołudnie spędzone wspólnie z niepełnosprawnymi osobami zrzeszonymi w ramach stowarzyszenia SZUFLA promującego sport wśród osób niepełnosprawnych, czy nauka tańca cygańskiego zorganizowana dla nas w szkole goszczącej. Jednak podczas tygodnia na Węgrzech miał miejsce punkt kulminacyjny całego dwuletniego projektu. Było to symboliczne przekazanie przedstawicielowi domu dziecka w Rumunii pieniędzy zebranych przez wszystkie cztery szkoły podczas ubiegłorocznego charytatywnego biegu Laufwunder. Była to bardzo wzruszająca chwila, moment, kiedy na własne oczy zobaczyliśmy, że nasz wysiłek przyniósł wymierne skutki. Były też wycieczki, dyskoteki, sportowe popołudnie, nauka tańca cygańskiego czy wspólne śpiewanie, były niekończące się rozmowy i łzy na pożegnanie. Bo w ciągu tych dwóch lat wiele się wydarzyło. Wspólna praca i nauka zbliża, rodzą się przyjaźnie, głowy wypełniają się wspomnieniami a w sercach powstaje przekonanie, że warto. Warto uczyć się języków, warto podróżować, warto pomagać i mieć otwarty umysł.
A nam, Rymanowianom, jest może jeszcze bliżej do kraju wina i papryki, niżby się mogło wydawać. Region, w którym mieszkamy, posiada przecież historyczne tradycje handlowych i kulturalnych kontaktów z Węgrami z XVI i XVII wieku, na co dowodem jest działające w Krośnie Stowarzyszenie Portius. Zaś z tablicy pamiątkowej, zainstalowanej na budynku szkoły podstawowej w Rymanowie, spogląda na nas codziennie Balint Balassi, najwybitniejszy węgierski poeta odrodzenia. A my na własnej skórze przekonaliśmy się, że prawdziwe jest stare porzekadło, iż Polak i Węgier to dwa bratanki. Co prawda tym razem ani do szabli, ani do szklanki, ale z całą pewnością do nauki i zabawy.
Magdalena Garncarczyk
|